Miejsca i historie, które zasługują na swoją własną powieść
​lub przynajmniej na jej znaczną część.

Autobus 174. Przeklęta linio Rio De Janerio - Isabel Fuentes Guerra
Powrót

Autobus 174. Przeklęta linio Rio De Janerio

Jedna z najbardziej niezwykłych i najbardziej tragicznych historii, z jakimi spotkałam się do tej pory. Historia, którą zamierzałam opisać już dawno i która przez cały czas chodziła mi gdzieś po głowie. Dziś w końcu postanowiłam zebrać myśli i powrócić do dnia, w którym usłyszałam ją po raz pierwszy. Nazywanie i opisywanie emocji raczej nigdy nie sprawiało mi większego problemu, jednak w tym przypadku musiałam wzruszyć ramionami i przyznać otwarcie, że nie byłam w stanie. Bo nie da się opisać słowami tego, co miało miejsce 12 czerwca 2000 roku na jednej z ulic Rio de Janeiro.

Autobus linii 174. Zwykły, miejski autobus. Taki, który codziennie wozi ludzi do pracy, dzieci do szkoły, a sędziwe panie i sędziwych panów na przejażdżkę po mieście. W pewnym momencie zatrzymuje się i przestaje jechać dalej. Miejsce, w którym zupełnie nagle przerywa swój kurs, nie jest ani przystankiem, ani tym bardziej zajezdnią autobusową. Jest to jedna z wielu ulic Rio de Janerio, położona w dzielnicy Jardim Botânico.
Nietypowe zachowanie kierowcy autobusu dostrzegają najpierw przypadkowi przechodnie, właściciele znajdujących się w pobliżu sklepów, a także ochroniarze obserwujący całą sytuację z kamer przemysłowych. Niebawem na miejscu pojawia się policja i jest to początek prawdziwego koszmaru dla ludzi znajdujących się w autobusie, dla tych stojących poza nim, a w krótkim czasie również dla wszystkich Brazylijczyków śledzących sytuację w mediach.

Stało się. Autobus linii 174 został uprowadzony. Jednak tak dziwnego, tak nietypowego, a jednocześnie tak nieprzewidywalnego w swoim charakterze uprowadzenia wcześniej nie widział chyba nikt. Uprowadzenie to nie miało bowiem nic wspólnego z atakiem terrorystycznym, ze zbiegłym więźniem domagającym się wolności i przywrócenia mu jego praw ani z żadnym innym żądaniem, które policja oraz inne powołane do tego organy mogłyby w jakikolwiek sposób negocjować. Nie. Tutaj nie było czego negocjować.

W autobusie, oprócz zwykłych ludzi, którzy znaleźli się tam z takich czy innych powodów, był również on. Sandro Barbosa do Nascimento. Nikomu nieznany młody człowiek w bermudach, koszulce i rewolwerem kalibru 38. Był wtorek, godzina 14:20. Sandro Barbosa do Nascimento usiadł przy jednym z okiem i nie robił nic, co mogło się wydawać podejrzane. Aż do momentu, w którym jeden z pasażerów dostrzegł ukrytą przy jego spodniach broń. Gdy tylko dał sygnał przechodzącym obok autobusu policjantom, że coś groźnego wisiało w powietrzu, mężczyzna zareagował natychmiast. Przystawił rewolwer do głowy jednej z pasażerek, każąc jej zająć miejsce kierowcy, któremu chwilę wcześniej udało się uciec. Wówczas padł pierwszy strzał skierowany w szybę autobusu, mający na celu przestraszenie zgromadzonych już wokół dziennikarzy. Był to również początek piekła, które trwało przez kolejne pięć godzin.

Pięć długich godzin, podczas których cała okolica wypełniła się ludźmi, policjantami i funkcjonariuszami BOPE. Nikt nie wiedział, kim był Sandro Barbosa do Nascimento, skąd się wziął ani jaki miał cel. Jego intencje nie sposób było zrozumieć tym bardziej dlatego, iż powoli zaczął wypuszczać swoich pierwszych zakładników. Jednym z nich był Willians de Moura, student administracji, oraz Damiana Nascimento Souza. Pozostali zakładnicy nadal znajdowali się w rękach porywacza, który z pistoletem przystawionym do głowy jednej z kobiet powiedział: „Policzę do stu, a potem cię zabiję.” Na szybie autobusu kazał jej stworzyć napis: „O godzinie 18:00 zabije nas wszystkich”. I napis ten stworzyła.

Chodził po autobusie i nie odrywając broni od jej głowy, liczył. Kiedy doszedł do stu, rzucił ją na ziemię i oddał strzał. „Jedna już nie żyje!” – wykrzyczał przez okno do zgromadzonych wokół policjantów. Jak się okazało, Janaína nadal była żywa. Kazał jej pozostać na ziemi i nie poruszać się.

Podczas gdy w autobusie rozgrywało się piekło, panująca na zewnątrz panika wcale nie była mniejsza. Ludzie patrzyli na nieudolnie postępujące służby bezpieczeństwa, które wydawały się całkowicie bezradne. Nie reagowały nawet wtedy, kiedy Sandro otwierał szybę, wystawiał przez nią głowę i zwracał się do stojących w pobliżu policjantów. Bo zwracał się do nich. W pewnym momencie powiedział: „Pamiętacie Candelárię? Pamiętacie?”

I wtedy wszystko powoli zaczęło nabierać sens. Chodziło o masakrę, do jakiej doszło na Placu Candelária 23 lipca 1993 roku. Masakrę, którą zafundowali policjanci, strzelając do śpiących na placu dzieci. Zginęło wówczas ośmioro z nich. Jednym z dzieci, którym udało się uciec i uniknąć śmierci, był właśnie Sandro Barbosa do Nascimento. Mieszkający na ulicy od 8 roku życia, żyjący według zasad tam panujących i gotowy do podjęcia każdego kroku, byle tylko przetrwać.

Sandro urodził się 7 lipca 1978 roku w São Gonçalo. Jeszcze przed jego narodzinami ojciec porzucił matkę, gdy tylko dowiedział się, że ta była w ciąży. W wieku 6 lat Sandro był świadkiem brutalnego morderstwa dokonanego na matce w faweli, w której mieszkali. Od tamtej pory jedyną opcją, jaka mu pozostała, była ulica.

Wszystko wskazywało na to, że uprowadzenie autobusu było zemstą za masakrę na Placu Candelária. A przy okazji za wszystkie nieszczęścia, które go spotkały.

Rozgrywający się w autobusie dramat trwał bardzo długo. Sandro rzucał na ziemię kolejne osoby, a następnie oddawał strzały. Panika na zewnątrz stawała się coraz większa, gdyż nikt ze stojących tam ludzi nie wiedział, że zakładnicy nadal żyli. Funkcjonariusze BOPE teoretycznie przygotowywali plan oddania strzału do porywacza z wyraźnym celem zabicia go, lecz coś najwyraźniej szło nie tak.

Dopiero kiedy Sandro chwycił jedną z zakładniczek i opuścił autobus, wyznaczony do tego zadania funkcjonariusz oddał strzał. Jak się okazało, nie trafił porywacza. Trafił za to zakładniczkę będącą w drugim miesiącu ciąży. Przerażony sytuacją Sandro oddał kolejne trzy strzały prosto w nogę dziewczyny, która osunęła się na ziemię i już się z niej nie podniosła.
Był to moment, w którym siłą rzeczy policja i funkcjonariusze BOPE musieli zadziałać. Sandro został obezwładniony, doprowadzony do radiowozu, a podczas transportu do aresztu uduszony przez jednego z policjantów.

W późniejszym czasie akcja służb bezpieczeństwa została uznana za katastrofalną. Przez zupełnie nieprzemyślane działania oraz fatalny błąd w oddaniu strzału życie straciła Geísa Firmo Gonçalves, a zaraz po niej Sandro Barbosa do Nascimento. Oprócz nich, nikomu nic się nie stało.
O uprowadzeniu autobusu 174 nakręcono dwa filmy: „Ônibus 174” w reżyserii José Padilha oraz „Última Parada 174” w reżyserii Bruno Barreto. Wydarzenie to wstrząsnęło całym krajem. Działalność policji oraz ich ukryte przyzwolenie na „pozbywanie się” przestępców z ulicy na własną rękę stało się kwestią, którą zaczęli podnosić wszyscy. Autobus 174 stał się symbolem nieudolności władzy i organów bezpieczeństwa, których metody działania pozostawiają wiele do życzenia po dziś dzień.
Linia 174 została zlikwidowana. Podobnie jak Sandro Barbosa do Nascimento. Dziecko ulicy. Jedno z wielu. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o