Miejsca i historie, które zasługują na swoją własną powieść
​lub przynajmniej na jej znaczną część.

Fawele - brazylijskie dzielnice nędzy - Isabel Fuentes Guerra
Powrót

Fawele – brazylijskie dzielnice nędzy

Brazylijskie dzielnice nędzy to temat, o którym można mówić i pisać bez końca. Dziennikarze z całego świata przyjeżdżają do Rio de Janeiro po to tylko, aby z uzbrojonymi po zęby policjantami przekroczyć granicę wybranej przez siebie faweli, zrobić jak najwięcej ujęć związanych z biedą, analfabetyzmem i handlem narkotykami, a następnie zwiewać z podkulonym ogonem, by już w bezpiecznym miejscu spokojnie opowiedzieć widzom we własnym kraju, jak strasznym, zacofanym i niebezpiecznym miejscem są fawele w Rio de Janeiro. Ludzi w nich mieszkających przedstawia się jako bandytów i nieuków, którzy jedyne, co potrafią robić, to okradać i napastować wylegujących się na Copacabanie turystów.

Brazylijskie media patrzą na ten temat nieco inaczej i sprowadzają go głównie do pustych danych statystycznych. Zazwyczaj informują, ile noworodków przeżyło, a ile zmarło, ile osób posiada komputery, a ile telefony komórkowe. Jaki procent mieszkańców faweli ma dostęp do wody, a jaki do elektryczności. Tutaj ludzie przedstawiani są jako numery, które trzeba umieścić w jakiejś tabelce, następnie do siebie dodać, potem odjąć, a potem zrobić z nimi kolejne cuda, które i tak do niczego nie prowadzą.
O brazylijskich dzielnicach nędzy mówi się dużo, pisze się dużo, prowadzi w nich badania i różne dziwne analizy, ale rzadko kiedy próbuje się je zrozumieć. Bo aby zrozumieć problemy milionów ludzi mieszkających w fawelach od zawsze, potrzeba czegoś więcej niż tylko aparatu fotograficznego czy chroniącego nas policjanta ze spluwą przy gaciach. Czując pewnego rodzaju irytację, a raczej całkowity brak satysfakcji ze sposobu, w jaki przedstawia się problem faweli, postanowiłam rozprawić się z nim osobiście. Nie twierdzę, że moje podejście jest lepsze od pozostałych albo że mam dostęp do jakichś tajnych źródeł, z których w przeciwieństwie do innych korzystam do woli. Chciałabym jednak przedstawić fawele z własnego punktu widzenia i jeśli pod koniec stwierdzicie, że w sumie wart jest zastanowienia, mój cel zostanie w pełni osiągnięty.  

Kiedy patrzymy na typową, brazylijską fawelę w Rio de Janeiro, naszym oczom ukazuje się wzgórze całe pokryte szeregami wątpliwej jakości domków, które często dosłownie „stoją” jeden na drugim. Na dachach tych domków znajdują się ogromne zbiorniki wypełnione wodą, a w powietrzu i na ziemi ciągną się zwoje poskręcanych i niczym nieoznaczonych kabli. Takich wzgórz w samym Rio de Janeiro jest wiele i równie wiele jest usytuowanych na nich dzielnic, posiadających własne nazwy i własną, jedyną w swoim rodzaju specyfikę. Pytanie brzmi: skąd te dzielnice się wzięły? Jakim cudem mieszka w nich aż 22% całej ludności Rio de Janeiro? Kto do tego dopuścił i dlaczego do tej pory nikomu nie udało się tego zmienić?

O historii fawel można by było opowiadać godzinami. Jako że wykłady historyczne nigdy nie były moją specjalnością, więc omijam je szerokim łukiem. Warto jednak wspomnieć o samym początku faweli. O tym małym, niepozornym klocku domina, które chcąc nie chcąc wprawiło w ruch ogromną machinę, której z biegiem czasu nikt nie był w stanie zatrzymać.
Samo słowo fawela jest nazwą rośliny (Cnidoscolus quercifolius, gdybyście zamierzali zgłębić swoją wiedzę z botaniki), która niegdyś obficie porastała wzgórza Rio de Janeiro. I rosła tam sobie w szczęściu i spokoju aż do roku 1897, kiedy to ponad 20 000 żołnierzy przybyło do Rio de Janeiro po zakończeniu tzw. Wojny Canudos (Guerra de Canudos). Rząd jednak nie bardzo wiedział, co z tymi żołnierzami zrobić, więc dał im pozwolenie na osiedlenie jednego ze wzgórz o nazwie Morro da Providência (Morro znaczy wzgórze). Jednak ze względu na występowanie cnidoscolus quercifolius, wzgórze to bardzo szybko zmieniło swą nazwę na Morro da Favela (Wzgórze Faweli). Od tamtej pory coraz częściej więc nazywano fawelami wszystkie wzgórza przepełnione barakami, a już oficjalnie robiono to od lat dwudziestych XX wieku. Dwadzieścia lat później kryzys wiążący się z brakiem miejsc zamieszkania zmusił biedniejszych mieszkańców miasta do przeprowadzki na obrzeża miasta (czyli na wzgórza) i postawienie kolejnych baraków obok tych, które już tam stały. Z kolei w latach siedemdziesiątych rozpoczął się intensywny proces przemieszczania się ludności z najbiedniejszych regionów Brazylii do miast bogatszych. Oni również musieli gdzieś mieszkać i również skorzystali z najprostszej dostępnej opcji, jaką były baraki na wzgórzach Rio de Janeiro. Od tamtej pory nic już nie mogło powstrzymać rozrostu i tak już ogromnych dzielnic zamieszkałych przez ludzi, którzy nie mieli, co ze sobą zrobić i dokąd pójść. W chwili obecnej skala tego zjawiska jest już tak duża, że rząd brazylijski nie jest w stanie nic zrobić. Nikt bowiem nie podejmie się próby przemieszczenia tak ogromnej ilości ludzi w celu „uwolnienia” zajmowanego przez dziesiątki lat terenu. A zresztą dokąd mieliby ich przesiedlić?

Według danych z 2010 roku, prawie 12 milionów mieszkańców Brazylii (6% społeczeństwa) mieszka w fawelach. Te największe, oprócz Rio de Janeiro,  znajdują się w Belém (tutaj ponad połowa mieszkańców miasta żyje w fawelach), São Paulo, Salvador, São Luís i Recife. Pomimo że największa fawela Rio de Janeiro – Rocinha, często cytowana jest za największą istniejącą fawelę Ameryki Południowej, informacja ta nie jest prawdziwa. Największa fawela o nazwie Petare znajduje się w stolicy Wenezeuli – Caracas, i jest aż trzy razy większa od Rocinhii.

Fawele powstają zazwyczaj na obrzeżach miasta i stają się jakby jego przedłużeniem. Z czasem tworzą się w nich niewielkie organizacje mające na celu polepszenie jakości życia swoich mieszkańców. Większość baraków znajduje się bowiem w opłakanym stanie. Brakuje w nich elektryczności, ciepłej wody, a nawet podstawowych urządzeń sanitarnych. Choroby są tam na porządku dziennym, a w najbiedniejszych fawelach wskaźnik śmiertelności wśród mieszkańców jest wyjątkowo wysoki.

I na tym zazwyczaj kończy się większość reportaży przygotowywanych przez najsłynniejsze gazety oraz stacje telewizyjne na świecie. Bo niby po co pisać więcej? Fakty podane, materiał dość kontrowersyjny, więc w takiej postaci powinien się sprzedać całkiem dobrze. Moje pytanie natomiast brzmi: gdzie w tym całym brudzie, nieładzie i wylęgarni chorób znajduje się człowiek? Jaką rolę ma odegrać w społeczeństwie ktoś, kto przychodzi na świat w jednej z wielu faweli w Rio de Janeiro, kto od początku do końca jest pozostawiony sam sobie i komu nie daje się nawet szansy, aby z tego świata wyjść? Brak jakichkolwiek perspektyw na lepszą przyszłość, kraj pogrążający się w coraz większym kryzysie i zamykający kolejne szpitale z powodu braku środków, pozostawia tym ludziom tak naprawdę dwa wyjścia. Pierwsze z nich to gang narkotykowy.

O gangach narkotykowych z Rio de Janeiro głośno jest na całym świecie. Przedstawicielami tych gangów są najczęściej ludzie, którzy urodzili się w faweli, którzy pomimo ogromnych pieniędzy zdobytych na handlu bronią, narkotykami i Bóg jeden wie czego jeszcze, nadal w tej faweli żyją i którzy standardy życia ludzi w tym miejscu jako tako starają się polepszyć. W każdym gangu panuje określona hierarchia.

Na samym jej dole znajdują się dzieci. Są to najmniejsi, jednak niezwykle pomocni członkowie gangu, jako jedyni nieuzbrojeni, którzy mają jednak jasno sprecyzowane zadania. Należy do nich między innymi obserwowanie najbliższej okolicy oraz dawanie znaków ostrzegawczych na wypadek pojawienia się policji. Zajmują one najniższy stopień w hierarchii nazwany vapor. Na zdecydowanie wyższym szczeblu znajdują się żołnierze zwani po prostu soldados. Są to uzbrojeni członkowie gangu, posiadający o wiele więcej uprawnień, ale i szerszy zakres obowiązków. To głównie między nimi i policją dochodzi do strzelanin, to oni są mięsem armatnim na wypadek zagrożenia życia ważniejszych członków organizacji. Żołnierze podlegają tak zwanemu gerente, który z kolei jest prawą ręką patrão – najważniejszego i najwyższego rangą człowieka na terenie faweli. Osobnym stopniem jest tzw. justiceiro, czyli ktoś, kto na własną rękę wymierza sprawiedliwość.

Dla biednych, niewykształconych ludzi mieszkających faweli bycie członkiem organizacji przestępczej jest często jedynym sposobem na przeżycie. Nierzadko jest to zajęcie nadzwyczaj opłacalne, zapewniające środki na polepszenie standardów życia nie tylko samego członka gangu, ale również jego rodziny. Rodzina ta bowiem w razie potrzeby otrzymuje ochronę, a także liczne prezenty w postaci telewizora, telefonu czy dostępu do ciepłej wody. Mieszkańcom faweli najzwyczajniej w świecie opłaca się chronić gangsterów i nie dopuścić, by zostali schwytani przez policję. Jedną z największych i najbardziej znaczących organizacji przestępczej w Rio de Janeiro jest Comando Vermelho, założone w 1979 roku w więzieniu Cândido Mendes.  

Jeśli natomiast ktoś jest na tyle zdeterminowany, by odmienić swój los, a nie chce mieć nic wspólnego z handlem narkotykami, pozostaje mu jeszcze jedna opcja: zasilenie szeregów policji. Ze zdobyciem tej pracy nie ma podobno większych problemów, a mieszkańcy faweli po odpowiednim szkoleniu są przyjmowani z otwartymi ramionami. Jednak ze względu na brak wykształcenia i właściwego przygotowania, policja brazylijska nie jest organem skutecznym i godnym zaufania. Większość jej członków to ludzie, którzy zawód ten wybrali nie z prawdziwego powołania, lecz z konieczności. Co więcej, będąc mieszkańcami faweli i znając osobiście przedstawicieli największych gangów oraz miejsce ich pobytu, rzadko kiedy podejmują jakiekolwiek kroki. Wydanie kryjówki patrão zupełnie mija się z celem. Tym bardziej, jeżeli hojnie płaci za milczenie i równie szczodrze obdarza pozostałych członków rodziny. Współpraca pomiędzy policją a członkami gangów nie jest niczym nadzwyczajnym. Wręcz przeciwnie. Jest czymś zupełnie naturalnym, co pomimo braku jakiejkolwiek etyki działa ku dobru wspólnemu. Ku dobru faweli.
Wiadomo jednak. że państwo nie może działać prawidłowo i w sytuacjach naprawdę kryzysowych polegać na tego typu funkcjonariuszach. Właśnie dlatego powstało BOPE! Zapamiętajcie tę nazwę koniecznie: BOPE! Bo bez BOPE słowo bezpieczeństwo przestałoby w Brazylii istnieć. BOPE to bowiem elitarna jednostka specjalna policji przynależąca do Żandarmerii Wojskowej Stanu Rio de Janeiro. Stanie się członkiem BOPE graniczy z cudem. Do ich szeregów dołączają bowiem najlepsi, najsilniejsi, najbardziej wytrzymali i całkowicie, absolutnie całkowicie odporni na jakąkolwiek korupcję. BOPE operuje głównie w fawelach. Jednostki mają bogate doświadczenie zarówno w walce w terenie zabudowanym, jak i na ograniczonych powierzchniach. Używają broni o większej sile rażenia niż policja. W chwili obecnej w BOPE służy ok. 400 żołnierzy. Jest ona uważana za najbardziej bezwzględną jednostkę wojskową w Ameryce Łacińskiej. Do jej głównych zadań należy: walka z przemytem i gangami narkotykowymi, stosowanie zasady „Strzelać by zabić” w sytuacjach zagrożenia ludzkiego życia, dokonywanie aresztowań wysokiego ryzyka, uwalnianie zakładników, tłumienie buntów w więzieniach, wspieranie policji oraz wykonywanie zadań specjalnych na bagnistych lub górskich terenach.
O rzeczywistości brazylijskich gangów oraz ludzi zamieszkujących fawele nakręcono wspaniały film pt. „Miasto Boga”, który jak żaden inny ukazuje rzeczywistość taką, jaka faktycznie jest. Równie niesamowitym filmem (jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałam) jest „Tropa de Elite” (polska wersja: „Elitarni”) przedstawiająca codzienne funkcjonowanie jednostki elitarnej BOPE. Jeżeli ktoś z Was chciałby mieć prawdziwy, niezakłamany obraz tego, jak wygląda życie w brazylijskich fawelach „od środka”, trzy wymienione przeze mnie filmy są lekturą absolutnie obowiązkową.

I mogłabym tak pisać bez końca. Jest jeszcze tyle rzeczy, o których nawet nie wspomniałam, a o których mogłabym opowiadać Wam w następnych kilkudziesięciu postach. Pisanie o nich teraz nie byłoby jednak zbyt rozsądne. Długość tego postu przeraża mnie tak samo jak i Was. Nie wiem czy ktokolwiek wytrwał do końca, ale jeśli tak, to z czystym sumieniem może sobie pogratulować. I ja również sobie gratuluję, że kropkę nad i mogę postawić jeszcze przed północą. W nagrodę za naszą wytrwałość obejrzyjmy razem kilka zdjęć, które przedstawiają fawele – słynne na całym świecie brazylijskie dzielnice nędzy.  

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o