Miejsca i historie, które zasługują na swoją własną powieść
​lub przynajmniej na jej znaczną część.

Karoshi, czyli nagła śmierć z przepracowania - Isabel Fuentes Guerra
Powrót

Karoshi, czyli nagła śmierć z przepracowania

Większość z nas boi się śmierci. Nie ma co do tego żadnej wątpliwości. I czasami boimy się jej do tego stopnia, że nigdy o niej nie rozmawiamy, a już na pewno nie wyobrażamy sobie, w jaki sobie do niej dojdzie. Japończycy raczej też sobie tego nie wyobrażają, choć sprawa ze śmiercią wygląda u nich trochę inaczej. Z góry bowiem wiedzą, jaką śmiercią warto umrzeć, a jaką nie. Ja zamierzam przedstawić wam jeden z jej typów, a jest to śmierć o bardzo japońsko brzmiącej nazwie „karoshi”.

Co to jest „karoshi”? „Karoshi” to nic innego, jak nagła śmierć z przepracowania. Bo to, że Japończycy pracują ciężko, długo i nie zawsze wiedzą, kiedy przestać, to chyba wiedzą wszyscy. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że zjawisko to istnieje w Japonii już od dawna. Pierwszy przypadek nagłej śmierci z przepracowania odnotowano w roku 1969. I od tamtej pory liczba osób dotknięta tym zjawiskiem stale wzrastała. Obecnie około 10.000 Japończyków rocznie umiera nagle, w najmniej oczekiwanej chwili i najmniej oczekiwanym miejscu.

„Karoshi” nie jest terminem medycznym. Jest to określenie, które odnosi się do zgonów spowodowanych schorzeniami krążeniowo-sercowymi mającymi miejsce z powodu przepracowania. Ofiarami „karoshi” są zazwyczaj pracownicy umysłowi. Tacy, którzy pracują ponad sześćdziesiąt godzin w tygodniu i mają ponad połowę niewykorzystanych urlopów. Są to ludzie sukcesu, którzy podejmują wyzwania, mają swoje plany i marzenia, często czują się świetnie i nie wykazują żadnych objawów drastycznego przepracowania. Istotnym czynnikiem „karoshi” jest duża ilość pracy oraz obciążenie stresem.

Pomimo że rząd Japonii zapowiedział walkę z tym zjawiskiem, stało się ono symbolem człowieka sukcesu. Z przepracowania umierają bowiem ci, którzy całkowicie poświęcają się pracy. Są to ludzie sumienni, rzetelni, nierzadko perfekcyjni. Z lekceważeniem podchodzą do śmierci, co w kulturze japońskiej jest czymś godnym podziwu. Posiadanie w rodzinie osoby, która stała się ofiarą „karoshi” jest niewątpliwie powodem do dumy.  Potwierdzeniem tego są między innymi rządowe rekompensaty pieniężne – wyjątkowo wysokie jak na odszkodowanie przyznawanie po śmierci członka rodziny.

Warto również wspomnieć o zjawisku zwanym „karojisatsu” (jak sama nazwa wskazuje, ściśle związanym z samym „karoshi”), oznaczającym samobójstwo z powodu przepracowania. Nawet jeżeli stan fizyczny pracownika jest na tyle dobry, by sam z siebie nie spowodował śmierci, nadmierne obciążenie psychiczne związane z pracą popycha ludzi do podejmowania drastycznych decyzji. W latach 80. zjawisko to zaczęło być uważane za poważny problem. Wówczas to japońskie urzędy zaczęły zbierać i publikować statystyki dotyczące „karoshi” i „karojisatsu”.
Ustalono, że do 10.000 z 30.000 samobójstw popełnianych w Japonii przyczyniają się głównie długie godziny pracy, wykonywanie rutynowych, powtarzających się zadań, konflikty oraz niepewność zatrudnienia. Liczby te są bezlitosne dla japońskich pracodawców. I pomimo że zjawisko to staje się coraz bardziej powszechne, w Japonii do dzisiaj nie istnieją prawne limity dotyczące godzin pracy.

Czy „karoshi” lub „karojisatsu” grożą kulturze zachodniej? Być może. Śmiertelne wirusy niełatwo bowiem jest powstrzymać. Kiedy już się rozpanoszą, walka z nimi może być długa, trudna i bardzo bolesna. W tej sytuacji najlepiej się więc zaszczepić. Póki można. Dobra wiadomość to taka, że szczepionki w postaci lenistwa są zazwyczaj dobrze tolerowane. Zła wiadomość to taka, że musimy zaaplikować ją sobie sami.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o