Miejsca i historie, które zasługują na swoją własną powieść
​lub przynajmniej na jej znaczną część.

Kocury z wyspy Tashirojima - Isabel Fuentes Guerra
Powrót

Kocury z wyspy Tashirojima

Pod względem emocjonalnym, a dokładnie pod względem stosunku i uczuć okazywanym kotom (bo to o nich będzie dzisiaj mowa), ludzi można podzielić na trzy konkretne kategorie. Na tych, którzy dla wszystkich Mruczusiów, Kiciusiów i Sierściuszków byliby w stanie wyrwać sobie włosy z głowy, zamiauczeć, a następnie zjeść puszkę Whiskasa, na tych, dla których kot jest po prostu kotem i kotem na zawsze pozostanie, a także na tych, którzy wszelkie dachowce i inne podejrzanie wyglądające futrzaki omijają szerokim łukiem. Jeżeli należycie do kategorii pierwszej, koniecznie przeczytajcie ten tekst. Jeżeli należycie do drugiej lub trzeciej, przeczytajcie go tym bardziej. Bo bez względu na to, do której grupy jest wam bliżej, o wyspie Tashirojima wiedzę powinniście zgłębić. Jest to wyspa wyjątkowa– w każdym tego słowa znaczeniu. Zaczynamy!

Tashirojima, znana również (a może przede wszystkim) jako Wyspa Kotów, znajduje się w Japonii (podobnie jak wiele innych wyjątkowych miejsc, które dla przeciętnego zjadacza chleba mogą wydawać się co najmniej dziwne). I tak też jest z tą wyspą. Wyspą usytuowaną na Oceanie Spokojnym, tuż przy Półwyspie Oshika i, co najważniejsze, która jest wyspą zamieszkałą. Nie tylko przez koty. Również przez ludzi. Jeszcze w latach 50-tych żyło na niej około 1000 mieszkańców, lecz liczba ta zaczęła radykalnie spadać (w przeciwieństwie do liczby kotów). Obecnie wyspę zamieszkuje zaledwie 100 japońskich obywateli, którzy są albo rybakami, albo właścicielami niewielkich domów gościnnych. Co więcej, znajdująca się na wyspie wioska została uznana za wioskę wymierającą. Nie tylko z powodu coraz mniejszej liczby zamieszkujących ją ludzi, ale również z powodu faktu, iż ponad 80% z nich należy do grupy sędziwych. I to na tyle, jeśli chodzi o ludzi. Jesteśmy tu przecież po to, aby zająć się kotami. Licznymi kotami. Setkami, a może nawet tysiącami kotów, które pomnażają się i pomnażają niczym… koty! A jakim cudem aż taka ich liczba znalazła się na wyspie? Powody są dwa.

Pierwszym z nich jest hodowla jedwabnika morwowego. Jeżeli nie macie pojęcia, co to takiego jest, nie martwcie się. Rzadko kto je ma. Jedwabnik morwowy to nic innego, jak gatunek nocnego motyla, którego kokony zbudowane są z niezwykle długich nici (mają od 1,5 do 3 km z pojedynczego oprzędu) o szczególnych właściwościach fizycznych i wielkiej wytrzymałości. Właśnie ze względu na te właściwości są one podstawą w produkcji jedwabiu. Ludność wyspy Tashirojima zaczęła więc hodować larwy tego motyla, które z kolei są szczególnym przysmakiem myszy. I to właśnie pierwszy powód, dla którego koty na tej wyspie są wyjątkowo mile widziane.

Drugim powodem są przesądy Japończyków, którzy uważają, że kot sam w sobie przynosi szczęście. Wielkie szczęście! A szczęście to nic innego jak miłość, pieniądze i powodzenie. To wielki zaszczyt, kiedy naszą drogę przecina kot. A jeszcze większy, kiedy przecinają ją ich dziesiątki, setki, a nawet tysiące (Nic tylko chodzić po wyspie pomiędzy kotami i kumulować szczęście, które po opuszczeniu wyspy z pewnością wyleje nam się uszami).
Istnieje nawet pewna historia. Wiąże się ona z Okresem Edo, w którym to rybacy przypływali na wyspę, aby spędzić na niej noc. Bezpańskie koty krążyły wokół domów, w których się zatrzymywali, w nadziei na otrzymanie resztek złowionych ryb. Relacja pomiędzy kotami a rybakami była bardzo dobra. Pewnego razu byli oni świadkiem mało przyjemnego wydarzenia, kiedy to duży kamień spadł ze znacznej wysokości i przygniótł jednego z kotów. Rybakom było przykro do tego stopnia, że pochowali go w miejscu, w którym zginął, a następnie postawili świątynię. Różni ludzie w różnych okolicznościach podążali za tym zwyczajem i tak oto w tym momencie na wyspie znajduje się około dziesięciu kocich świątyń (czy zawsze chodziło o spadające głazy? – nie wiadomo) oraz 51 pomników o kocich kształtach. Nic tylko krążyć po wyspie pomiędzy kotami, zwiedzać świątynie, pomniki i od czasu do czasu zamiauczeć. Tak po prostu. Żeby wtopić się w otoczenie. I żeby kotom było raźniej. W końcu na co dzień nie spotykają zbyt wielu ludzi.

Czy na kociej wyspie żyje się przyjemnie? Pewnie tak. Pomimo że hałasu i kociego zapachu na pewno nie brakuje, to przynajmniej szczury nie kręcą się pod nogami. A jeżeli pewnego dnia sami zapragniecie odwiedzić wyspę, pamiętajcie o dwóch rzeczach: aby zaopatrzyć się w karmę dla kotów i aby pod żadnym pozorem nie zabierać ze sobą psa. Psy na wyspę Tashirojima mają wstęp wzbroniony. I słusznie. Bo w naturze równowaga musi zostać zachowana. Nie można mieć wszystkiego. Wyboru trzeba dokonać. A z trzech możliwości – szczury, psy i koty, Tashirojima postawiła wszystko na te ostatnie. Miauuuu!  

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o