Miejsca i historie, które zasługują na swoją własną powieść
​lub przynajmniej na jej znaczną część.

Miniaturowe lalki w miniaturowych trumnach - Isabel Fuentes Guerra
Powrót

Miniaturowe lalki w miniaturowych trumnach

„Lalki mnie przerażają”, wyznał mi kiedyś pan R. „Mają w sobie coś potwornego. Wszystkie. Bez wyjątku.” Obok takiego stwierdzenia nikt zapewne nie przeszedłby obojętnie. A już na pewno nie ja, dla której ludzkie lęki i obawy są niewątpliwie najlepszym źródłem inspiracji do pisania kolejnych dreszczowców. Tak też było w przypadku pana R., który zapewne do tej pory nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego wyznanie rzucone od niechcenia dało początek mojemu horrorowi pt. „Wyspa lalek”. Nie wie też zapewne, że długo po napisaniu tej książki temat lalek nie pozostał mi obojętny. Wręcz przeciwnie. Pozostawił po sobie coś w rodzaju sentymentu i między innymi dlatego do tematu lalek chciałabym nawiązać również dzisiaj.

Na początku obejrzyjcie sobie zdjęcie umieszczone przed tym wpisem. Przyjrzyjcie mu się dokładnie i pomyślcie, co takiego na nim widzicie. Wprawne oko dostrzeże trzy miniaturowe trumny. Jeszcze bardziej wprawne trzy miniaturowe lalki (umieszczone w owych trumnach), ale nawet sokoli wzrok nie dostrzeże historii, jaka kryje się za tymi kukiełkami i ich niby typowym miejscem spoczynku. Rolę sokolego oka pozwolę sobie zatem przejąć ja, by historię tę móc wam wyjawić. Szybko. Konkretnie. Bez owijania w bawełnę. Bo lalki te są tak małe (każda ma około 10 cm), że w bawełnę za bardzo nie ma czego owijać.

Na początku wyznam z całym przekonaniem, że prezentowane powyżej lalki nie mają nic wspólnego z dziecięcymi zabawkami (to wiadomość dla tych, którzy myśleli inaczej). Nie mają też nic wspólnego z praktykami voodoo (a to dla tych, którzy mają wyobraźnię bardziej wybujałą od mojej). Jeżeli nie wiecie, jaką inną rolę mogą odgrywać te małe, szkaradne kukły (bo tak zapewne nazwałby je pan R.), to zaraz się przekonacie.
Przekonacie się, że w tej całej historii chodzi o morderstwo. I to nawet nie jedno, ale siedemnaście. Siedemnaście tajemniczych morderstw popełnionych niby w szlachetnym celu (bo niektórzy twierdzą, że morderstwo może mieć szlachetny cel) przez dwóch śmiałych Williamów (Williama Burke i Williama Hare), którzy w latach 1827-1828 mordowali swoich lokatorów, aby zaraz potem dostarczyć ich ciała do lokalnej szkoły anatomii dr. Roberta Knoxa. Dr. Robert Knox należał do tych lekarzy, którzy lubili iść z postępem. Ale żeby tego postępu dokonać i dokształcić się w dziedzinie ludzkiej anatomii, potrzebowali ciał. I to najlepiej świeżych. Dr. Knox płacił więc przyzwoicie swoim stałym dostawcom, którzy regularnie dowozili kolejne ciała, przyczyniając się w ten sposób do rozwoju nauki. Ze swoich dostawców był bardziej niż zadowolony i pomimo że domyślał się, iż ich aktywność była tajemniczo imponująca, niekoniecznie zadawał pytania z rodzaju niewygodnych. Biznes bowiem musiał się kręcić, a nauka musiała iść do przodu.

Panowie Williamowie nowej misji poświęcili się bez pamięci. Poświęcili się jej do tego stopnia, że pewnego razu zapomnieli zabrać ciało jednego z lokatorów, zanim na jego miejsce pojawił się następny. Los jednak chciał, że ten następny okazał się wyjątkowo ogarnięty i jakimś cudem zdecydował się powiadomić policję. Panowie Williamowie zostali aresztowani (wraz z kochanką Burke`a i żoną Hare`a). Pomimo że w laboratorium dr. Knoxa znaleziono świeżo przywiezione ciało gotowe do sekcji zwłok, nie potrafiono udowodnić ostatecznej winy podejrzanym. O dziwo, jakiś czas później William Burke przyznał się do winy, za co został powieszony w 1829 roku.

Mówi się, że 17 miniaturowych lalek symbolizuje 17 lokatorów uśmierconych i oddanych w ręce nauki. Lokatorów, którzy z oczywistych powodów nie mogli zostać pochowani, co więc postanowili zrekompensować sami mordercy, zakopując w ziemi lalki jako podobizny swoich ofiar. 12 z nich zostało przypadkowo znalezionych przez dwóch chłopców w jednym z parków w Edynburgu. Do 1901 roku lalki przebywały w rękach prywatnego kolekcjonera, po czym osiem z nich zostało przekazanych do Muzeum Narodowego Szkocji. Gdyby ktoś z was wciągnął się w temat na tyle, by zgłębiać go jeszcze bardziej, może udać się do Królewskiej Szkoły Chirurgów w Edynburgu, gdzie znajdzie również szkielet Williama Burke`a oraz książkę owiniętą jego własną skórą.
Bez względu na to, jaki jest wasz stosunek do tej historii, jednego możecie być pewni: obok lalek nigdy nie warto przechodzić obojętnie.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o