Miejsca i historie, które zasługują na swoją własną powieść
​lub przynajmniej na jej znaczną część.

Świętość z lotu ptaka - Isabel Fuentes Guerra
Powrót

Świętość z lotu ptaka

Dzisiaj sobie trochę polatamy. Nawet ci, którzy cierpią na lęk wysokości i dla których widoki z lotu ptaka niekoniecznie oznaczają najzdrowsze rozwiązanie, tym razem powinni dać się ponieść emocjom. I to wcale nie dlatego, że czekają na nich jakieś nieziemskie widoki pokroju Wielkiego Kanionu, na których wspomnienie będą wzdychać jeszcze wiele lat później. Ani nie dlatego, że będziemy latać jakoś szczególnie wysoko. Wręcz przeciwnie. Wzniesiemy się na taką wysokość, aby szybko, lecz dokładnie, obejrzeć z każdej strony to, co obejrzeć zamierzamy, a potem spokojnie wylądować i dopiero wtedy kilka razy westchnąć.

Nasza powietrzna wyprawa będzie o tyle nietypowa, że z lotu ptaka będziemy oglądać… Ptaka. Ilu z was oglądało kiedyś ptaka z lotu ptaka? I to na tyle dokładnie, żeby zajrzeć mu nie tylko pod dziób, ale i pod ogon? Chyba niewielu dostąpiło tego zaszczytu. A nawet jeśli mieliście taką okazję, to pewnie oglądaliście nie tego ptaka, co trzeba. Bo jeśli już ktoś decyduje się na takie przedsięwzięcie, to jeszcze trzeba zadbać o to, aby wysiłek nie poszedł na marne. Co więcej, aby pozostawił po sobie westchnienia nie tylko na kilka chwil, lecz na długie lata. A westchnienia o takiej mocy znajdziecie nie gdzie indziej, ale w środku indonezyjskiej dżungli!

I myli się ten, kto sądzi, że celem naszej wyprawy jest przedzieranie się przez dziki, gęsty las. Owszem, przez coś takiego trzeba się przedrzeć, ale nie po to, by na końcu drogi stanąć twarzą twarz ze stadem dzikich zwierząt, ale po to, by nasze spragnione niezapomnianych widoków oczy mogły ujrzeć kurczaka. 
Wielkiego kurczaka. A dokładniej kościół zwany Kurczakiem. A może nawet Wielkim Kurczakiem.
Bo nie wszystkie kościoły wyglądają tak samo. W niektórych miejscach na ziemi, takich jak dzika, indonezyjska dżungla, ludzie są bardziej kreatywni i realizują pomysły swoje, a nie innych. Taką właśnie drogą podążył  Daniel Amalsjah, lat 67, który pewnego pięknego dnia otrzymał wiadomość od Boga, by na szczycie wzgórza wybudować kościół w formie kurczaka. Choć niektórzy twierdzą, że to wcale nie kurczak, tylko gołąb, nie ma najmniejszej wątpliwości co do tego, że kościół przypomina ptaka. A z lotu, do którego tak bardzo was zachęcam, będziemy mogli go obejrzeć z każdej strony. Od dziobu aż po sam ogon.

Faktem, o którym warto wspomnieć jest to, że kościół zwany Kurczakiem nigdy nie został ukończony. A powodów było trzy: Pierwszy: pieniądze, drugi: pieniądze i trzeci: pieniądze. Jednak pomimo tego, że świętość kurczaka pozostawia jeszcze wiele do życzenia, każdego roku turyści z całego świata docierają do miejsca, w którym stoi i zadzierając głowy wysoko do góry, podziwiają jego wielkość.

Bardziej odważni wspinają się po wnętrznościach, wygodnie siadają w dziobie i głęboko wzdychając, patrząc na rozpostarty przed nimi indonezyjski las. To, czy zdecydujecie się wejść na górę, zależy od was. Tak samo jak to, w jakiej części ciała będziecie się czuć najbardziej komfortowo. A jest w czym wybierać. Zobaczcie sami. I kto wie. Może wy również otrzymacie wiadomość od Boga.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o