Miejsca i historie, które zasługują na swoją własną powieść
​lub przynajmniej na jej znaczną część.

Waranasi - hinduskie miasto śmierci - Isabel Fuentes Guerra
Powrót

Waranasi – hinduskie miasto śmierci

Podczas gdy w kulturze zachodniej temat śmierci nadal uważany jest za dość delikatny i raczej niechętnie rozmawiamy o tym, co z nami zrobią, kiedy ktoś oficjalnie stwierdzi, że umarliśmy, Hindusi planują swoją śmierć i pochówek na długo przed faktem dokonanym. Nie jest im bowiem obojętne, kto i w jaki sposób będzie się z nimi obchodził, kiedy będą już w swojej ostatniej podróży. Do raju. Wszystko bowiem ma znaczenie. Nawet miejsce, w którym zostanie złożone ich ciało.

Nie ma chyba w Indiach człowieka, który nie miałby marzeń związanych z własną śmiercią. Słowo „marzenie” zostało tutaj użyte celowo, gdyż nie dla wszystkich wizja ta jest możliwa do spełnienia. Bo jedyną, najwspanialszą i najbardziej pożądaną wizją dla każdego Hindusa jest umrzeć w Waranasi.
A Waranasi to faktycznie nie byle jakie miejsce. Jest to najstarsze zamieszkałe miasto świata, liczące sobie około 3000 lat. Znajduje się w stanie Uttar Pradesh, a jego dzisiejsza nazwa pochodzi ze starożytnej nazwy miasta leżącego pomiędzy rzekami Waruna i Assi. Według legendy, Waranasi zostało założone przez boga Śiwę, a obecnie stanowi ważny ośrodek kultu wyznawców hinduizmu i buddyzmu. To właśnie oni nie marzą o niczym innym, jak o tym, by ostatnie godziny swojego życia spędzić właśnie tam. W Waranasi. I już tłumaczę dlaczego

Miasto położone jest nad rzeką Ganges, uważaną za najświętszą rzekę Indii. Rzeka symbolizuje hinduską boginię Gangę, która zgodnie z hinduską mitologią za karę została przemieniona w rzekę, aby po kres czasów nieść ze sobą obmyte z ciał śmiertelników grzechy. I te obmyte grzechy należy rozumieć dosłownie. Miliony Hindusów przybywają bowiem nad Ganges, aby poddać się oczyszczającym kąpielom i medytować w najdziwniejszych pozycjach. Bramini oferują błogosławieństwo, a żebracy proszą o jałmużnę. Dają w ten sposób szansę innym na poprawienie swojej karmy.
Pielgrzymi mają obowiązek dokonać pięciu kąpieli w określonej kolejności tego samego dnia na pięciu najważniejszych ghatach, czyli znajdujących się nad brzegiem rzeki ogromnych schodach. Najważniejsze ghaty to: Asi, Dasaswemedh, Barnasangam, Panćaganga, Manikarnika. Oprócz nich, mamy również  Smaśan Ghat, czyli miejsce, gdzie pali się zwłoki. Dokonywać tego mogą wyłącznie nietykalni, czyli ludzie z najniższej kasty. Tutaj nie wolno turystom wyciągać aparatu, a już tym bardziej robić zdjęć. Mir Ghat z kolei jest miejscem prowadzącym do nepalskiej świątyni, ozdobionej erotycznymi rzeźbami.
Waranasi przyciąga również wielu starych i biednych ludzi, którzy przyjechali tu by umrzeć pod którymś z budynków lub w jednej z licznych „umieralni”.

Ponadto, na ghaty przybywają kondukty pogrzebowe, by dokonać kremacji zmarłych, którzy z tego najlepszego w Indiach miejsca udadzą się w swoją ostatnią podróż. Obrzęd kremacji odbywa się w dwóch z dziewięciu ghatów: ci, których nie stać na opłacenie kremacji drewnem, paleni są przy elektrycznym krematorium na niewielkich stosach w ghacie Harishchandra. Ci bardziej zamożni trafiają do ghatu Manikarnika. Stosy są tu pokaźne, z domieszką drewna sandałowego i olejków eterycznych. Palą się one znacznie dłużej, a to z kolei podnosi rangę kremacji.
W obrzędzie kremacji mogą brać udział tylko najbliżsi, z wyłączeniem kobiet. Kobiety bowiem często lamentują, co jest dla zmarłego bardzo złą wróżbą. Zdarzało się również, że w akcie rozpaczy wskakiwały na stos pogrzebowy, żeby opuścić ziemski padół wraz ze swoim mężem. Zjawisko to nazywane jest sati, czyli samospalenie.

W większości przypadków wdowa jest wykluczona ze społeczeństwa i nie ma prawa do zachowania swojej kobiecości. Chodzi w białym lub błękitnym sari, z ogoloną głową i bez biżuterii, która jest istotnym elementem w hinduskiej kulturze. Razem z mężem odchodzi więc jej dotychczasowe życie. Na szczęście, sytuacja wdów w Indiach w ostatnich latach nieco się poprawiła i śmierć męża nie jest równoznaczna z życiem na marginesie społeczeństwa.

Wróćmy jednak do kremacji, gdyż temat ten nie został do końca wyczerpany. Musimy jeszcze poruszyć bardzo ważną kwestię. Mianowicie, jest kilka przypadków, w których ciała zmarłego nie można spalić. Są to min. ciała zmarłych noworodków, kobiet w ciąży, świętych ascetów – Sadhu, nietykalnych – najniższej kasty w Indiach oraz osób zmarłych po ukąszeniu przez żmiję. Co zatem zrobić ze zmarłymi, których nie wolno skremować? Proste… Ich ciała w całości wrzucane są do świętej rzeki Ganges. Co się dzieje  z nimi później? Domyślcie się sami. Ja tylko podpowiem, że stężenie bakterii w 100 ml wody Gangesu przekracza dopuszczalne normy, nawet te ustanowione przez rząd Indii, nie wspominając o normach uniwersalnych. Co ciekawe, rzeka ta stanowi również ważny ośrodek życia społecznego. Obok kąpiących się w niej pielgrzymów, mieszkańców i błąkających się zwierząt, które załatwiają na brzegu swoje codziennie potrzeby, a także niedopalonych zwłok dryfujących na powierzchni wody, rzeka jest także naturalnym odbiornikiem ścieków z okolicznych fabryk oraz źródłem wody dla miasta. Najciekawsze jest to, że w Waranasi jeszcze nigdy nie miała miejsce żadna epidemia. I jak tu nie wierzyć w potęgę Śiwy?

A skoro o Śiwie mowa, to nieco dalej w kierunku Jalsain Ghat, tyłem do rzeki, stoi tak zwana Złota Świątynia. Jest ona poświęcona Wiśweśwara–Śiwie, przedstawianemu jako władca całego wszechświata (Wiśwanatha). Pokrycie złotych wież świątyni, ważące ponad 800 kg, było darem Randźita Singha, Maharadży Lahaur. Świątynia Śiwy Pana Wszechświata jest najważniejszym obiektem w Waranasi dla wyznawców hinduizmu, a turyści na jej teren nie mają wstępu.

O Waranasi można by było pisać bez końca. Moim zamiarem było jedynie przekazanie informacji, że takie miejsce istnieje. Osobiście wcale się nie zdziwię, jeżeli będzie to ostatnie zamieszkałe miejsce na ziemi.
Poniżej załączam kilka zdjęć, które dadzą Wam chociaż znikome wyobrażenie o tym, czym jest Waranasi. Innych zdjęć nie umieszczam. Mam jeszcze na tyle wyczucia, aby uszanować wrażliwość większości z Was. Zamierzałam jeszcze napisać kilka linijek o krowich plackach, ale może zostawię to na następny raz. Jak to się mówi… Najlepsze rzeczy zostawia się na deser 😀

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o